O aferze dotyczącej samochodów grupy Volkswagena słyszał już chyba każdy właściciel pojazdu jednej z marek - Audi, Volkswagen, Skoda czy Seat. O co właściwie chodzi w tej sprawie?

W autach grupy VW wyposażonych w silniki diesla montowane było specjalne oprogramowanie, którego zadaniem było zapewnienie spełnienia przez pojazd wyśrubowanych norm emisji spalin. Upraszczając sprawę maksymalnie można powiedzieć, że mechanizm wyglądał następująco:

w momencie, kiedy oprogramowanie rozpoznawało, że samochód poddawany jest badaniu jakości spalin, dochodziło do automatycznej zmiany parametrów pracy silnika (pogorszenie osiągów, podwyższenie spalania), co pozwalało na pomyślne przejście testu jakości spalin. Dodajmy – testu, w którym nikogo nie interesowały ani osiągi samochodu, ani jego spalanie. W normalnym użytkowaniu z kolei oprogramowanie zapewniało parametry pracy silnika tożsame z tymi, którymi grupa VW chwali się w prospektach reklamowych. Każdy z użytkowników w codziennej eksploatacji mógł zatem cieszyć się pojazdem dynamicznym i oszczędnym za razem. Problem polegał jednak na tym, że w tym przypadku auto nie spełniało już obowiązujących norm emisji spalin. Łatwo przy tym ocenić, w którym cyklu na ogół pracowały silniki pojazdów grupy Volkswagena.

Problem wykryli Amerykanie, dla których ważne jest osiągnięcie przewidzianych przez prawo standardów ochrony środowiska w praktyce, nie zaś jedynie na papierze. Kłopot, jaki w tej sytuacji powstał, dotyczy przede wszystkim właścicieli samochodów wyposażonych w „sprytne” oprogramowanie. Zdaniem ekspertów nie jest bowiem możliwe zapewnienie emisji spalin na określonym przez prawo poziomie, przy jednoczesnym utrzymaniu tak dobrych osiągów i tak niskiego spalania, jakie w przypadku konkretnych modeli deklarował ich producent. W tym miejscu z kolei dochodzimy do kwestii, która sprowokowała mnie do napisania niniejszego tekstu – a więc kwestii powstania po stronie właścicieli wadliwych samochodów szkody oraz możliwości dochodzenia jej naprawienia.

Nie może budzić wątpliwości, że jednymi z najważniejszych danych charakteryzujących każdy samochód są jego osiągi i spalanie. To one w wielu przypadkach stanowią podstawę decyzji o zakupie konkretnego modelu. Również one wpływają na rynkową wartość pojazdu. Jeśli zatem otrzymujemy produkt, którego parametry odbiegają na niekorzyść od parametrów oficjalnie podawanych przez producenta, to oczywiste jest, że po naszej stronie powstaje szkoda. Zapłaciliśmy bowiem całość ceny za niepełnowartościowy produkt.

Każdemu z właścicieli wadliwych samochodów przysługuje kilka alternatywnych roszczeń, których zgłoszenie doprowadzić może do naprawienia powstałej szkody (w znaczeniu potocznym). W tym wpisie chciałbym jednak zwrócić uwagę nie na rodzaje samych roszczeń, ale na zasadność niektórych sposobów ich dochodzenia. Coraz częściej można bowiem natknąć się na medialne doniesienia o planowanych „pozwach zbiorowych przeciwko Volkswagenowi”. Poniżej wyjaśniam dlaczego - moim zdaniem – droga dochodzenia roszczeń przeciwko VW w postępowaniu zbiorowym nie jest właściwa.

Po pierwsze, pozew zbiorowy ze swojej natury wytoczony może zostać jedynie przez grupę osób (powodów), którym przysługują roszczenia przeciwko temu samemu podmiotowi (pozwanemu). Należy podkreślić, że w opisywanym przypadku powodom – osobom, które nabyły samochody wyposażone w „sprytne” oprogramowanie – najdalej idące roszczenia przysługują nie przeciwko producentom samochodów Audi, Volkswagen, Skoda, Seat, ale przeciwko konkretnym dealerom – sprzedawcom, z którym zawierali oni umowy sprzedaży samochodów. Dealerów wskazanych marek jest z kolei na terenie Polski przynajmniej kilkudziesięciu (jeśli nie więcej), a zatem w praktyce należałoby tworzyć grupy pokrzywdzonych przez konkretnych sprzedawców, a następnie wytaczać pozwy zbiorowe (z uwzględnieniem wszystkich ustawowych ograniczeń) przeciwko każdemu z nich. W tym kontekście znaczenie bardziej racjonalne wydaje się indywidualne kierowanie roszczeń przeciwko konkretnym sprzedawcom.

Po drugie, w zakresie dochodzonych roszczeń poszczególnym właścicielom samochodów - przynajmniej teoretycznie - przysługiwać mogą różne rodzaje roszczeń (wymiana samochodu na nowy, zwrot ceny sprzedaży, odszkodowanie). W pozwie zbiorowym dochodzić można jedynie roszczeń jednego rodzaju. Innymi słowy – w ramach jednego pozwu zbiorowego wszyscy poszkodowani muszą żądać od jednego pozwanego zachowania tego samego typu (zapłata, wymiana rzeczy na nową, wolną od wad, etc).

Po trzecie, jeśli mowa jest o roszczeniach pieniężnych, to wskazać należy, że w postępowaniu grupowym dochodzić można jedynie roszczeń w zryczałtowanej wysokości – w razie uwzględnienia roszczenia każdemu poszkodowanemu przyznana zostanie jednakowa kwota pieniężna. Po zakończeniu postepowania zainicjowanego pozwem zbiorowym wszelkie roszczenia przekraczające ową zryczałtowaną kwotę nie będą mogły być już dochodzone.

Reasumując – zważywszy na specyfikę opisanej sprawy, dochodzenie roszczeń w postepowaniu zbiorowym w mojej ocenie nie jest działaniem optymalnym. Zgłoszenie roszczeń w indywidualnym pozwie daje właścicielowi wadliwego pojazdu znacznie większą swobodę działania, a w perspektywie – realne zaspokojenie swoich roszczeń już w postepowaniu zainicjowanym tym właśnie pozwem.

Na zakończenie ważna informacja – każdy z właścicieli, który otrzymał od PRODUCENTA (Audi, Volkswagen, Skoda, Seat) list z informacją o wadliwości swojego samochodu, powinien mieć świadomość, że od tego momentu biegnie miesięczny (lub dwumiesięczny) termin na zawiadomienie SPRZEDAWCY (dealera samochodowego) o wykryciu wady swojego pojazdu, co umożliwi późniejsze dochodzenie nieprzedawnionych roszczeń związanych z zakupem wadliwego produktu.

Należy pamiętać, że roszczenia przeciwko sprzedawcy są roszczeniami znacznie dalej idącymi – a zatem korzystniejszymi dla właściciela - niż roszczenia przeciwko producentowi. Co więcej, ich dochodzenie okazuje się dużo łatwiejsze niż dochodzenie roszczeń przeciwko Audi, Volkswagenowi, Skodzie czy Seatowi.

Nie warto zatem cierpliwie czekać na „opracowanie rozwiązania problemu” przez producenta – jak zaleca się czynić właścicielom wadliwych pojazdów. Zwłoka w podjęciu odpowiednich działań w skrajnych przypadkach może doprowadzić nawet do braku możliwości uzyskania jakiejkolwiek rekompensaty za zaistniałą sytuację.